Przed Dyrektywą Omnibus wygrywali cwaniacy. Zasada była prosta: podnieś cenę w czwartek, zrób „wielką wyprzedaż” w piątek i patrz, jak rośnie wykres sprzedaży. Dzisiaj ta sama taktyka natychmiast przepala budżet i spala koszyk.

Wdrożenie przepisów dało branży mocno w kość. Nawet większe sklepy wyłożyły się na braku zaplecza: brakowało bazy do rejestrowania historii cen, feedy produktowe się sypały, a archiwizacja wymagała przebudowy całego CMS-a. Przejście przez ten proces kosztowało sporo czasu i nerwów na linii IT–marketing.

Rzeczywistość jest taka: klient wie już o przepisach wystarczająco dużo. Gdy widzi kombinowanie przy rabatach, bez słowa zamyka kartę i idzie do konkurencji.

Co zasady Omnibusa oznaczają na co dzień?

Koniec ściemniania. Konsument ma widzieć czarno na białym, jak wyglądała cena.

Wymóg jest bezwzględny, pokazywana obniżka musi odnosić się do najniższej ceny z ostatnich 30 dni. Nie do „ceny sugerowanej przez producenta” wymyślonej z sufitu i nie do kwoty, która wisiała na stronie przez 2 godziny w środku nocy.

To nie są tylko pobożne życzenia regulatora — UOKiK bezlitośnie egzekwuje te zasady bez względu na skalę podmiotu. Dobrym przykładem są kary nałożone przez UOKiK na Zalando i Temu. Urząd ukarał te platformy za wprowadzanie konsumentów w błąd brak podawania najniższej ceny z 30 dni przed obniżką, brak jasnej informacji, od jakiej kwoty wyliczono rabat, czy stosowanie manipulacyjnych odliczników czyszczących koszyki.

Przejście na w pełni transparentny system wymagało sporej pracy na zapleczu sklepu. Warto o tym pamiętać, zanim zacznie się oceniać obecne potknięcia cenowe na rynku — wiele z nich to wciąż pokłosie ograniczeń technicznych, a nie celowe działanie.

Dlaczego udawany rabat spala konwersję?

Cena skreślona czerwoną kreską nie działa już bezmyślnie na wyobraźnię. Zamiast tego uruchamia czujność. Kupujący w parę sekund analizuje historię, porównuje ofertę w Google i sprawdza mały druk pod ceną.

Efekt? Czysta strata na wskaźnikach:

  • Spadek efektywności reklam. Widząc rozbieżność między obietnicą z kreacji a realnym rabatem na karcie produktu, klient odbija się od strony. Wynik: gorszy CTR i wyższy koszt kliknięcia.
  • Plaga porzuconych koszyków. Klient dodaje produkt, przechodzi do płatności, dostrzega nieścisłość w historii cen i rezygnuje. Utracony koszyk w ostatnim kroku boli najbardziej.
  • Jednorazowy strzał zamiast LTV. Nawet jeśli ktoś da się nabrać, powrotu nie będzie. Koszt pozyskania klienta (CAC) rośnie, bo każdą sprzedaż trzeba kupować od nowa.

Liczby bronią się same. Dyrektywa Omnibus przynosi efekty!

Testowaliśmy to w praktyce. W jednym ze sklepów modowych zrezygnowaliśmy z pompowania sztucznych przekreśleń na rzecz całkowicie czystego komunikowania najniższej ceny z 30 dni.

Wynik? CTR w kampaniach zmienił się nieznacznie, za to wskaźnik konwersji (CR) skoczył o 12%, a koszt pozyskania akcji (CPA) spadł o 18%.

Zero sztuczek. Po prostu na stronę trafiali ludzie, którzy czuli, że nikt nie próbuje robić z nich naiwnych. Ten sam mechanizm widzimy w motoryzacji przy częściach zamiennych, w medycynie aesthetics, a także na rynku usług czy w B2B.

Jak ułożyć politykę cenową bez kombinowania

Kilka konkretnych kroków, które warto zrobić na sklepie od zaraz:

1. Pokazuj kwoty, nie czarodziejskie procenty

Zwrot „-70%” brzmi w głowie klienta jak tania ściema. Napisz wprost: „Oszczędzasz 240 zł (najniższa cena z 30 dni: 499 zł)”. Kwotowa oszczędność wygrywa z procentową abstrakcją w każdym teście A/B.

2. Masz dziurę w historii cen? Ukryj skreślenie

Jeśli Twój system nie zbierał poprawnie logów cenowych, nie pokazywaj przekreślonej stawki referencyjnej. Czysta cena aktualna sprzedaje o wiele lepiej niż błędny, nielegalny rabat, który wzbudzi podejrzliwość.

3. Zrób porządek z Message Match

Reklama w Meta czy Google, feed produktowy i koszyk muszą mówić to samo. Różnica 5 złotych między banerem a koszykiem wystarczy, by zabić konwersję.

4. Zrób audyt TOP 100 SKU

Weź na warsztat setkę najczęściej sprzedawanych produktów z ostatnich 6 miesięcy. Wyłap skoki cenowe i sprawdź, czy stawki referencyjne mają jakiekolwiek uzasadnienie biznesowe. Jeśli cena skacze przed każdą promocją, czas zmienić nawyki działu handlowego.

Zaplecze IT — co musisz mieć w systemie?

  • Logi zmian cen: Baza danych musi rejestrować każdą korektę kwoty — z datą, godziną i powodem zmiany. Bez tego udowodnienie czegokolwiek w trakcie kontroli lub audytu jest niemożliwe.
  • API cenowe: Sklep potrzebuje stabilnego API, które w czasie rzeczywistym serwuje najniższą cenę z 30 dni na front-end oraz do feedów produktowych.
  • Sensowny fallback w CMS: Przebuduj kartę produktu tak, by w razie braku kompletnych danych historycznych system automatycznie ukrywał sekcję promocji, zamiast wyrzucać błędy lub zerowe wartości.

Prosty przekaz zamiast marketingowego bełkotu

Zapomnij o wykrzyknikach i nagłówkach pisanych wielkimi literami. Zamiast pisać „SZALONA WYPRZEDAŻ -60% STANIE SIĘ CUD”, postaw na prosty komunikat: „Oszczędzasz 120 zł. Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 280 zł”.

To samo dotyczy budowania pilności. Zamiast sztucznych liczników odliczających czas do końca promocji, podaj faktyczny stan magazynowy: „Zostało 15 sztuk w tej cenie”.

W jednym z projektów medycznych zmiana skomplikowanych zapisów na proste wyjaśnienie wyliczenia rabatu przyniosła spadek zapytań na infolinii o 40%. Ludzie przestali dzwonić z pytaniem „o co tu chodzi”, tylko po prostu kupowali zabiegi online.

Transparentność to nie koszt. To czysty zysk

Handlowiec rozliczany wyłącznie z miesięcznego przychodu brutto zawsze będzie miał pokusę, żeby „dopalic” wynik sztuczną promocją. Pytanie, kto posprząta po nim za trzy miesiące, gdy skoczą koszty zwrotów, spadnie wskaźnik NPS, a klienci przestaną wracać?

Rzetelny pricing wymaga zmiany myślenia na poziomie całej firmy. Uczciwe przedstawianie cen nie jest przykrym obowiązkiem, który narzucił nam regulator. To najkrótsza droga do tego, żeby przestać przepalać budżety na ciągłe łowienie nowych użytkowników i zacząć budować ich realną wartość w czasie (LTV).